www.chezlautrec.com.pl

Było ich dwoje : powieść cz. 2
Kraszewski Józef Ignacy


Było ich dwoje : powieść cz. 2 - strona 1
" rowany, zbiedzony chorobą, wcale ponętnym nie był. Wiedziała Maryś, że dopóki ślubu nie wezmą., dopóty ciągle przy nim w Kraskowie siedzieć jej nie wypada. Obyczaj tak chciał, który poszanowania wymagał, aby narzeczeni nie żyli jak po ulubieni. Maryś jeździła do Kraskowa na..."

Było ich dwoje : powieść cz. 2 - strona 2
" nienie sumieniu, a ślepego Staszka jako człowieka, który winę cudzą, miał wziąć na siebie. Przyśpieszenie ślubu zdawało się to czynić prawdopodobnem.. Napróżno łowczyna, która się o tej bajce dowiedziała, z oburzeniem protestowała, gniewała się, — ludzie prawili swoje......"

Było ich dwoje : powieść cz. 2 - strona 3
" Rzepkowa opowiadała później, iż prawie słowa z niego dobyć nie mogła, choć nieustannem paplaniem starała się go pobudzić do rozmowy. Gdy mu mówiła o przyszłem weselu — ruszał ramionami tylko, zdawał się i w to nie wierzyć. Ponieważ do formalności przedślubnych potrzebne..."

Było ich dwoje : powieść cz. 2 - strona 4
" Nie było go ani we dworze, ani w ogrodzie ani w okolicy, którą już całą przetrzęsiono. Domyślając się nieszczęścia jakiegoś — szukana go w stawach, w rzeczce, po studniach, dopytywano po gościńcach. Nigdzie najmniejszego tropu nie wyśledzono. Maryś była w rozpaczy. Musiano..."

Było ich dwoje : powieść cz. 2 - strona 5
" szek uwierzywszy w potwarze, — uciekł wprost od kobierca. Kto mu do tego dopomógł i co się z nim stało, to czas chyba późniejszy mógł odkryć, gdyż po najpilniejszej indagacyi ludzi o owego nieznajomego, nie można się było jego domyśleć. Mówiono, że wyglądał jak zamożny..."

Było ich dwoje : powieść cz. 2 - strona 6
" Schodzili się w ogrodzie z sobą... ludzie widzieli. Potem ś. p. Kalasanty zachorował, to ją łowczyna musiała do niego wozić... a panienka, rezolutna, wymogła na nim zapis z pokrzywdzeniem familii, bo to się należało łowczankom. Wieść ta o wielkiej przewrotności Marysi, o jej..."

Było ich dwoje : powieść cz. 2 - strona 7
" mógł trafić łatwo... Staw przy młynie był bardzo głęboki. Na grobli, powiadali ludzie, jakoby w tym czasie czapkę jakąś ktoś znalazł, i domyślano się że była Staszkową. Szczęściem, Marysi. o tem nie doniósł nikt, a ona miała jakąś nadzieję — że biedny jej ślepy..."

Było ich dwoje : powieść cz. 2 - strona 8
" rów, pieniactwa i ciągnienia się po sądach — otwarcie zaraz mówić zaczął, że trzeba skończyć ugodą i dać odczepnego. Marysi musiano powiedzieć o tem. Nie zrobiło to na niej najmniejszego wrażenia; wręcz odpowiedziała: — Niech sobie Krasków biorą, ja i tak do klasztoru..."

Było ich dwoje : powieść cz. 2 - strona 9
" jej wydelikatniała, stała się przejrzystą; niebieskie oczy zdawały się we łzach pływać — a uśmiech rzadko gościł na wargach. Jedyną, dystrakcyą. dla niej była cicha modlitwa i krzątanie się, od rana do wieczora, około gospodarstwa. Nieśmiało wprawdzie, ale ci którzy o..."

Było ich dwoje : powieść cz. 2 - strona 10
" a łowczyna ani chciała słuchać, aby się z nią kiedy mogła rozstać. Stary pan i ona obchodzili się z nią jak z rodzonem dzieckiem, stała się podporą domu. Jejmość ociężała, łowczy się nudził, bez Maryś i w pokoju nie mogli się obejść. Bawiła ich oboje, przyjmowała..."

Było ich dwoje : powieść cz. 2 - strona 11
" W Szerokim Brodzie nie było to rzadkością, łowczy wyjrzał, lecz choć wszystkie zaprzęgi w sąsiedztwie były mu doskonale znane, i po szkapach je z daleka determinował — ani koni ani wózka tego nie przypominał sobie. — Kto to może być? szepnął ciekawy. W tem do pokoju wszedł..."

Było ich dwoje : powieść cz. 2 - strona 12
" — Tak, pani dobrodziejko — rzekł przybyły — ja to jestem ten ślepy... Pan Bóg się ulitował nademną, wzrok odzyskałem. Doktor mi zdjął szczęśliwie tę zasłonę... Nie zgłaszałem się jednak długo, bo... bo... Łowczy stał w podziwieniu przed nim, ręce podnosząc do góry...."

Było ich dwoje : powieść cz. 2 - strona 13
" Oboje zaczęli mu rozpowiadać jak ona wiele cierpiała, jak się modliła, płakała, dowiadywała, posyłała i nigdy nie traciła nadziei odzyskania narzeczonego. Staszek wzruszony nic mówić nie mógł. Na opowiadaniach tych upłynął czas do wieczora. O zmierzchu, gdy już świece podano,..."

Było ich dwoje : powieść cz. 2 - strona 14
" przypłacił u rejenta posłużyło mi, gdym wzrok cudem odzyskał... Znalazłem miejsce przy prawniku, który mi umierając swoję klientelę zostawił. Wiodło mi się i wiedzie dobrze. Chleba kawałek mamy... — No — przerwał łowczy — ale i panna Marjanna też nie bez posagu......"