Błękitny hotel
Crane Stephen
Błękitny hotel - strona 1
" Stephen Crane BŁĘKITNY HOTEL Opowiadania "
Błękitny hotel - strona 2
" SZALUPA Opowiadanie oparte na wydarzeniu prawdziwym — przeżyciach czterech ludzi z zatopionego parowca „Commodore". I Żaden z nich nie znał barwy nieba. Spojrzenia ich biegły poziomo i więzły w falach, które ku nim gnały. Te fale miały..."
Błękitny hotel - strona 3
" nach, a poły rozchełstanej bluzy dyndały, kiedy się schylał, żeby wybrać wodę. Często mawiał: — Rany! Teraz nam niewiele brakowało. — Zaznaczywszy to, nieodmiennie kierował wzrok nad wzburzone morze, ku wschodowi. Mechanik, który sterował jednym z dwóch wioseł znajdujących..."
Błękitny hotel - strona 4
" Siedzenie w tej lodzi przypominało jazdę na rozbrykanym dzikim koniu, a trzeba dodać, że dziki koń jest niewiele od niej mniejszy. Stateczek szedł w podskokach, stawał dęba i pomykał niby zwierzę. Kiedy za nadejściem fali unosił się przed nią, wyglądał jak wierzchowiec, który..."
Błękitny hotel - strona 5
" szare. Oczy ich musiały dziwnie połyskiwać, gdy wpatrywali się niezmiennie poza rufę. Wszystko wyglądałoby dziwnie malowniczo, jeśliby patrzeć z balkonu. Ale ludzie w łódce nie mieli czasu tego zauważyć, gdyby zaś mieli wolną chwilę, co innego by ich zaprzątało. Słońce..."
Błękitny hotel - strona 6
" możliwe, że to, co mam na myśli, nie jest schroniskiem.; może to stacja ratownicza. — Jeszcze tam nie jesteśmy — rzekł mechanik na rufie. II Kiedy łódź zeskakiwała z fal, wiatr targał ludziom włosy, a gdy unosiła się znów dziobem w górę, omiatał ich pyłem wodnym. Szczyt..."
Błękitny hotel - strona 7
" właśnie odczuwali sytuację. W podobnych razach młody zawsze bywa uparty. A z drugiej strony każda jawna myśl o beznadziejności była wykroczeniem przeciw etyce ich położenia. Toteż milczeli. — Nie, nie — rzekł kapitan pocieszając swoją dziatwę — wydostaniemy się na brzeg jak..."
Błękitny hotel - strona 8
" je odegnać końcem ciężkiej cumki, ale nie śmiał, bo każdy energiczny gest mógł przewrócić przeciążoną łódkę; opędzał się więc od mewy machając łagodnie i z ostrożna dłonią. Gdy zniechęcono mewę do dalszej gonitwy, wszyscy odetchnęli lżej — kapitan, bo..."
Błękitny hotel - strona 9
" mowaly ludzi, że ich łódź powoli posuwała się do brzegu. Kapitan uniósłszy się ostrożnie w dziobie, kiedy łódka wzbiła się na wielkim wale wody, obwieścił, że zobaczył latarnię Przylądka Mosquito. Niebawem i kucharz rzekł, że ją widzi. Korespondent wówczas pracował u..."
Błękitny hotel - strona 10
" dorostów, pozostawało niewidoczne. Wydawała się łupinką, jakimś cudem tarzającą się po wodzie wciąż do góry wierzchem, zdaną na łaskę pięciu oceanów. Raz po raz wielka płachta wody jak białe płomienie wdzierała się do wewnątrz. — Kucharz, wybierz wodę —..."
Błękitny hotel - strona 11
" ciu doświadczył. Ale nikt o tym nie mówił. Nikt o tyra nie wspominał. — Żeby tak mieć żagiel — zauważył kapitan. — Moglibyśmy zawiesić mój płaszcz na końcu wiosła, to byście wy dwaj, chłopcy, mieli okazję odpocząć. — Więc korespondent i kucharz..."
Błękitny hotel - strona 12
" znów łomotać w łódkę z dawną siłą I stateczek wytraciwszy szybkość gramolił się na nie boleśnie. Mechanik i korespondent wzięli się znów do wioseł Rozbicia statków zdarzają się nie w porę. Gdybyż to ludzie mogli się do nich przygotować, gdyby mogli sprawić, by..."
Błękitny hotel - strona 13
" siły, bo na pewno trzeba będzie płynąć wpław. Nie spieszcie się. Powoli ląd podnosił się z morza. Z czarnej linii przeszedł w linię czerni i linię bieli — drzew; i piasku. Wreszcie kapitan powiedział, że dostrzega dom na brzegu. — To na pewno schronisko — rzekł kucharz. —..."
Błękitny hotel - strona 14
" kojnej otuchy. Za godzinę może będą już na brzegu. Ich grzbiety całkiem nawykły do balansowania w łodzi i płynęli teraz jak cyrkowcy, którzy ujeżdżają dzikie źrebię. Korespondent sądził, że nie pozostała na nim sucha nitka, ale przypadkowo namacawszy górną..."
Błękitny hotel - strona 15
" nocy. — Śmieszne, że nas nie widzą — mówili rozbitkowie. Ryk kipieli był tu przygłuszony, lecz jego ton brzmiał niemniej złowrogo i potężnie. Gdy łódź przesadzała olbrzymie grzywacze, ludzie siedzieli i słuchali ryku. — Ani chybi nabierzemy wody — mówili wszyscy. Trzeba..."
Błękitny hotel - strona 16
" my na brzeg, to myślę, chłopcy, że wiecie, komu donieść o mojej śmierci. Potem wymieniali krótko jakieś adresy i upomnienia. A co do myśli owych ludzi, było w nich sporo wściekłości. Być może dałyby się one sformułować tak: „Jeżeli mam utonąć... jeżeli mam utonąć......"
Błękitny hotel - strona 17
" wodniak przebiegły, rzucił szybko: — Chłopcy, łódka strzyma jeszcze tylko parę minut, a jesteśmy za daleko, żeby móc dopłynąć. Czy zawrócić znów na morze, kapitanie? — Tak, syp w morze! — powiedział kapitan. — Co myślisz o tych ratownikach? Czy nie orły?..."
Błękitny hotel - strona 18
" Gdy któryś zmieniał ławeczkę wioślarza na miejsce na dnie łodzi, ulegał takiej depresji, że już nic go nie obchodziło i nie chciało mu się nawet palcem ruszyć. W łodzi chlupotała zimna morska woda, a on w niej leżał. Jego głowa wsparta o ławeczkę znajdowała się o cal od..."
Błękitny hotel - strona 19
" truje. Teraz idzie... w kierunku domu... Zatrzymał się. — Czy macha do nas? — Nie, teraz nie, ale machał. — Patrzcie! Idzie drugi! — On biegnie. — Patrzajcie, jak zapycha! — Przecie on na rowerze. Teraz spotkał się z tamtym. Obaj do nas machają...."
Błękitny hotel - strona 20
" — Tak, tak. To jest jego surdut. Zdjął go i kręci nim nad głową. Ale spójrzcie tylko, jak! — Och, wiecie, tam wcale nie ma stacji ratowniczej. To jest po prostu omnibus jakiegoś zimowego pensjonatu i przywieziono nim kilku gości, żeby sobie popatrzyli, jak toniemy. —..."
Błękitny hotel - strona 21
" — Że też się jeszcze nie zmęczył. Patrzajcie, jak macha! — Ciekawe, jak długo potrafi? Zaczął kręcić surdutem, jak tylko nas zobaczył. Idiota. Czemu nie każą ludziom wynieść łodzi? Rybacka łódź — jedna z tych wielkich łodzi — mogłaby..."
Błękitny hotel - strona 22
" — Et, nic, ale wyglądał diabelnie wesoło. Mechanik tymczasem wiosłował, a potem wiosłował korespondent; i znów mechanik wiosłował. Poszarzali i zgięci, jak automaty, raz po razie nurzali ołowiane wiosła. Sylwetka latarni morskiej znikła z południowego horyzontu, lecz oto..."
Błękitny hotel - strona 23
" po w wodę, którą miał pod nosem. Inne go widoki otaczały. W końcu odezwał się. — Billie — mruknął marząco — jaki placek najwięcej lubisz? V — Placek! — żachnęli się mechanik z korespondentem. — Przestań o tym gadać, a niech cię. — No, bo ja —..."
Błękitny hotel - strona 24
" będzie wiosłował, póki mu sił starczy, a potem zwlecze drugiego z wodnego łoża na dnie łodzi. Mechanik robił wiosłami, póki głowa nie opadła mu na piersi i póki nie oślepił go wszechwładny sen; wiosłował także i później. Potem trącił towarzysza na dnie łodzi..."
Błękitny hotel - strona 25
" dawał się jak piec, gdy wioślarz, któremu zęby szczękały dziko, kiedy kończył swoją pracę, osuwał się na dno łodzi, żeby pospać. Wiosłując korespondent patrzył na tych dwóch u jego stóp. Kucharz ramieniem obejmował plecy mechanika i w niekompletnym odzieniu, z..."
Błękitny hotel - strona 26
" go było niemal sięgnąć wiosłem. Korespondent ujrzał ogromną płetwę mknącą jak cień po wodzie, wzbijającą krystaliczny pył, pozostawiającą długi, jarzący się ślad za sobą. Spojrzał przez ramię na kapitana. Ale kapitan miał twarz zakrytą i zdawało się, że śpi...."
Błękitny hotel - strona 27
" nych bogów, którzy rządzą morzem, dane mi było dopłynąć aż tutaj i oglądać piach i drzewa?" W ową straszną noc każdy istotnie by pomyślał, że tych siedmiu zwariowanych bogów chciało go utopić mimo całej obrzydliwej niesprawiedliwości. Bo na pewno obrzydliwą..."
Błękitny hotel - strona 28
" milcząco 1 we właściwy sobie sposób. Rzadko ich twarze przybierały jakiś wyraz oprócz tego ogólnego — kompletnego wyczerpania. Odzywali się jedynie w sprawach łodzi. Ton uczuć korespondenta rozbrzmiał strofą, która niespodzianie przyszła mu do głowy. Zapomniał nawet, że ją..."
Błękitny hotel - strona 29
" Żołnierz leżał na piasku z wyciągniętymi nogami, nieruchomo. Spomiędzy palców lewej dłoni, którą złożył na piersi usiłując powstrzymać uchodzące życie, płynęła krew. W dali, na tle nieba pomalowanego ostatnimi barwami zachodu, stały kwadraty niskich domów miasta...."
Błękitny hotel - strona 30
" — Tak, widziałem. Ładny okaz, nie ma co. — Wolałbym wiedzieć, że pan nie śpi. Po pewnym czasie korespondent odezwał się kierując głos na dno łódki: — Billie! — Zaczęło się gramolenie. — Billie, zmienisz mnie? — No, jasne — odrzekł mechanik. Skoro tylko..."
Błękitny hotel - strona 31
" lecz nie zdołały zakłócić ich spokoju. Gdyby byli mumiami, nie mogliby mniej odczuwać złowróżbnego pędu wód i wiatru. — Chłopaki — odezwał się kucharz niechętnie — zniosło nas całkiem blisko. Niech lepiej któryś weźmie się do wioseł. — Korespondent,..."
Błękitny hotel - strona 32
" bujmy od razu przedostać się przez pas kipieli. Jak zostaniemy tu dłużej, będziemy za słabi, żeby móc się w ogóle wyratować. — Reszta przystała na to w milczeniu. Skierowano łódź do brzegu. Korespondent nie mógł się nadziwić, że też nikt nigdy nie wchodził na wieżę..."
Błękitny hotel - strona 33
" wrócić ją dziobem do fal i płynąć rufą naprzód? — Dobra, Billie — odrzekł kapitan — obróć ją. — Więc mechanik okręcił łódź i z kolei kucharz i korespondent siedzący na rufie patrzyli przez ramię na pusty, obojętny brzeg. Wielkie zwały wodne wydźwigały łódź..."
Błękitny hotel - strona 34
" czyła go i pomknęła w dół po długim stoku. Wpadło trochę wody i kucharz ją wybrał. Ale następny szczyt również się załamał. Kotłujący się wrzący zwał białej wody porwał łódź i okręcił niemal dookoła. Woda wtargnęła ze wszystkich stron. Korespondent trzymał ręce..."
Błękitny hotel - strona 35
" szło do jego świadomości poza hałaśliwą wodą. Później dostrzegł w wodzie towarzyszy. Wyścig prowadził mechanik. Płynął silnymi i gwałtownymi ruchami. Po lewej ręce korespondent widział wielkie i białe opasane pasem ratunkowym plecy, a z tyłu płynął kapitan uwieszony..."
Błękitny hotel - strona 36
" zajrzeć za płot z desek. Korespondent dziwił się, że też on jeszcze może się jej trzymać. Zbliżali się do brzegu — mechanik, kucharz, kapitan — a za nimi tańczący wesoło na falach dzban na wodę. Korespondent pozostał w uchwycie nowego wroga — prądu. Brzeg ze swą białą..."
Błękitny hotel - strona 37
" Niebawem ujrzał człowieka pędzącego po brzegu. Biegnąc rozbierał się niebywale szybko. Surdut, spodnie, koszula, wszystko z niego opadało jak za różdżką czarodziejską. — Chodź do łodzi! — wołał kapitan. — Tak jest, kapitanie. — Zobaczył, jak kapitan zsunął się..."
Błękitny hotel - strona 38
" Czołem dotykał piasku, który raz po raz, po każdej fali wynurzał się z wody. Korespondent nie wiedział dokładnie, co zaszło później. Kiedy wydostał się na bezpieczny ląd, padł uderzając każdą cząstką ciała w piach. Odczuł to jak upadek z dachu, lecz z wdzięcznością..."
Błękitny hotel - strona 39
" DO YELLOW SKY PRZYJEŻDŻA PANNA MŁODA I Wielki pulmanowski wagon mknął z takim dostojeństwem, iż rzut oka za okno zdał się tylko dowodzić, że to równiny Teksasu płyną ku wschodowi. Ogromne płachty zielonej trawy, ciemno barwiące się połacie meskitu i kaktusa, grupki..."
Błękitny hotel - strona 40
" przypatrzyć swoim bufiastym rękawom, bardzo sztywnym, prostym i wysokim. Wprawiały ją w zakłopotanie. Najwyraźniej dotychczas zajmowała się garnkami, a i nadal zamierzała się nimi zajmować, jak Pan Bóg przykazał. Na tej pospolitej, niemal bez wyrazu twarzy o łagodnych rysach dziwny..."
Błękitny hotel - strona 41
" wagonu podpierał jakąś ściankę posąg z brązu, a w stosownych miejscach na suficie były srebrno-oliwkowe freski. W odczuciu tych dwojga całe otoczenie odzwierciedlało wspaniałość ich zaślubin owego ranka w San Antonio. Było to tło ich nowego stanu; toteż zwłaszcza twarz..."
Błękitny hotel - strona 42
" sam do siebie oko w jednym z licznych luster. Wreszcie przeszli do wagonu restauracyjnego. Dwa rzędy kelnerów-Murzynów w olśniewająco białych uniformach przyglądało się ich wejściu z ciekawością i spokojem ludzi, których uprzedzono. Ci dwoje przypadli w udziale takiemu, który z..."
Błękitny hotel - strona 43
" Sky co do któregokolwiek punktu tej transakcji. A teraz wiózł swą pannę młodą przed nieświadomą i nic nie podejrzewającą społeczność. Rzecz jasna, ludzie w Yellow Sky żenili się, jak sobie chcieli i w zgodzie z powszechnym obyczajem; lecz takie było mniemanie Pottera o własnej..."
Błękitny hotel - strona 44
" Zaśmiał się nieszczerze na myśl o niej. Gdyby im mogło przyjść do głowy, że on wróci z żoną, ściągnęliby na stację tę orkiestrę i odprowadziliby ich pośród śmiechów i wiwatów aż do jego murowańca. Postanowił, że użyje wszelkich sposobów, aby przejść jak najszybciej..."
Błękitny hotel - strona 45
" pieniądz i dał konduktorowi, jak to zaobserwował u innych. Był to trudny moment, pełen napięcia, jakby człowiek pierwszy raz podkuwał konia. Konduktor wziął ich walizkę i kiedy pociąg zaczął zwalniać, przeszli na przykrytą platformę wagonu. Wkrótce dwa parowozy i..."
Błękitny hotel - strona 46
" II Kalifornijski ekspres Kolei Południowych miał przybyć do Yellow Sky za dwadzieścia jeden minut. W poczekalni przy barze znajdowało się sześciu mężczyzn. Jeden był komiwojażerem mówiącym dużo i szybko; trzej byli Teksasczykami, i ci nie mówili nic, bo im się w owej chwili..."
Błękitny hotel - strona 47
" z komodą na plecach, stara wchodziła na górę z dwiema szuflami wegla, no i oczywiście... Opowiadanie przerwał młody człowiek, który nagle pojawił się w otwartych drzwiach. — Scratchy Wilson się upił i rozrabia na całego. — Dwaj Meksykańczycy natychmiast..."
Błękitny hotel - strona 48
" sępnie jeden z mężczyzn — ale będzie strzelanina... i to nie byle jaka. Młody człowiek, który ich przestrzegł, machnął ręką. — Jak ktoś chce walki, może mieć raz dwa okazję. Każdy ją może mieć, dość wyjść na ulicę. Komiwojażer dawał się powodować dwojakim..."
Błękitny hotel - strona 49
" Ktoś odrzekł: — Ano, on i Jack Potter... — Ale — przerwali mu inni chórem — Jack Potter jest w San Antonio. — A kto to? Co on ma z tyra wspólnego? On jest szeryfem miasta. Wychodzi bić się ze Scratchym, jak ten zaczyna rozrabiać. — Uch! — rzekł komiwojażer..."
Błękitny hotel - strona 50
" i kiedy siadł na skrzynce, cały ukryty za barem, z widokiem na rozmaite cynkowe i mosiężne przyrządy przypominające pancerz, balsam rozlał się po jego duszy. Właściciel baru rozsiadł się wygodnie na sąsiedniej skrzynce. — Ten Scratchy Wilson — wyszeptał — to magik, jak..."
Błękitny hotel - strona 51
" środek głównej ulicy Yellow Sky. W obu rękach trzymał długie, ciężkie, granatowoczarne rewolwery. Coraz to wykrzykiwał, a te wrzaski niosły się echem w na pozór opuszczonym mieście i rozbrzmiewały nad dachami z taką mocą, że trudno było wierzyć, by mogły wydobywać się z..."
Błękitny hotel - strona 52
" wić. Ryczał i wściekał się i mierzył tu i ówdzie z rewolwerów. Leżący przed poczekalnią pies właściciela baru nie docenił grozy mających nastąpić wypadków. Wciąż jeszcze drzemał u drzwi swego pana. Na widok psa mężczyzna zatrzymał się i ..."
Błękitny hotel - strona 53
" walki. Przyszło mu na myśl nazwisko Jacka Pottera, jego odwiecznego wroga, doszedł więc do wniosku, że byłaby nie lada uciecha, gdyby się udał pod dom Pottera i zmusił go kanonadą do wyjścia i podjącia walki. Ulegając tej zachciance ruszył z pieśnią wojenną Apaczów na ustach...."
Błękitny hotel - strona 54
" Właśnie Potter miał wznieść palec, by wskazać żonie jej nowy dom, gdy oto skręciwszy za róg znaleźli się twarz w twarz z mężczyzną w kasztanowej bluzie, który gorączkowo wpychał naboje do bębna wielkiego rewolweru. W mgnieniu oka mężczyzna upuścił na ziemię rewolwer i jak..."
Błękitny hotel - strona 55
" wytłaczany atłas koloru morskiej wody, świecący mosiądz, srebro, szkło, drzewo połyskujące ciemno jak tafla kałuży nafty — cała ta wspaniałość ich zaślubin, tło ich nowego stanu. — Ty wiesz, że ja się biję, jak przyjdzie co do czego, Scratchy; ale teraz nie mam broni...."
Błękitny hotel - strona 56
" — Tak, ślub. Jestem żonaty — powtórzył Potter wyraźnie. — Żonaty? — Scratchy widocznie dopiero teraz dostrzegł słaniającą się kobietę u boku wroga. — Niemożliwe! — Był jak ktoś, komu pozwolono zerknąć w inny świat. Cofnął się o krok i ręka z..."
Błękitny hotel - strona 57
" BŁĘKITNY HOTEL I Palące Hotel w Fort Romper był pomalowany na kolor jasnoniebieski, barwę nóg pewnego gatunku czapli, zdradzającą je na k"ażdym tle. Toteż Pałace Hotel wyglądał zawsze tak krzykliwie, że oślepiający zimowy krajobraz Nebraski wydawał się przy nim jakiś..."
Błękitny hotel - strona 58
" go miasta w prerii i dla ludzi, którzy normalnie na tej stacji wysiadali, Patt Scully dokonał dzieła nie lada. Nie mieli oni wspólnych upodobań kolorystycznych z tym dostatkiem, świetnością, z tymi wierzeniami, klasami społecznymi i egotyzmami, które co dnia przesuwały się po szynach..."
Błękitny hotel - strona 59
" wciśniętą na głowę i czerwone uszy odstawały mu sztywno, jak z blachy. W końcu Scully wyszukanie, z hałaśliwą gościnnością wprowadził ich w progi swego błękitnego hotelu. Pokój, do którego weszli, był mały. Sprawiał wrażenie świątyni olbrzymiego pieca, który ustawiony na..."
Błękitny hotel - strona 60
" nych. Jednakże stary farmer, mocno rozparty na swoim krześle przy najcieplejszej stronie pieca, często odwracał twarz od skrzynki z trocinami i kierował do nich jakąś zdawkową uwagę. Zazwyczaj równie zdawkowo odpowiadał mu cowboy lub człowiek ze Wschodu. Szwed nie mówił nic...."
Błękitny hotel - strona 61
" II Kiedy stąpając ociężale wrócili do frontowego pokoju, dwa małe okienka przedstawiły ich oczom widok wzburzonego morza śniegu. Olbrzymie ramiona wiatru czyniły wysiłki — potężne, koliste a próżne — aby ogarnąć mknące płatki. Słup bramy, jak nieruchomy człowiek o..."
Błękitny hotel - strona 62
" Szweda pytająco, jakby pragnąc dociec, co mu dolega. Wesoło utworzono nową partię. Cowboy zaofiarował się na partnera dla Johnniego i wówczas wszyscy zwrócili się do Szweda, aby popróbował szczęścia z człowiekiem ze Wschodu. Ten zadał parę pytań co do gry, a przekonawszy się,..."
Błękitny hotel - strona 63
" Całkowicie pochłaniał ich jej przebieg. Wreszcie, w chwili przerwy wywołanej rozdawaniem kart, Szwed nagle zagadnął Johnniego: — Pewnie już dużo ludzi zabito w tym pokoju? — Pozostali rozdziawili usta i spojrzeli na niego. — Panie, co pan wygaduje? — spytał Johnnie. Szwed..."
Błękitny hotel - strona 64
" miny naciąganej odwagi. — Mówią, że nie wiedzą, o co chodzi — rzekł drwiąco. Człowiek ze Wschodu odrzekł dopiero po długim, ostrożnym namyśle. — Nie rozumiem pana — powiedział obojętnie. Wówczas Szwed uczynił ruch mówiący, że go spotkała zdrada z jedynej strony, z..."
Błękitny hotel - strona 65
" mał się zdumiony zauważywszy tragiczną pozą Szweda. — Co się tutaj dzieje? — zapytał. Szwed odrzekł szybko, skwapliwie: — Oni chcą mnie zabić. — Zabić! — wykrzyknął Scully. — Zabić! Co pan wygaduje? Szwed zrobił gest męczennika. Scully natarł ostro na..."
Błękitny hotel - strona 66
" urazy: — Jak Boga kocham, nic mu nie zrobiłem. Wtrącił się Szwed. — Panowie, nie przeszkadzajcie sobie. Opuszczą ten dom. Pójdę sobie, bo... — dramatycznie rzucił im oskarżające spojrzenie — bo nie chcę, żeby mnie zabito. Scully wściekł się na syna. — Ty diabelskie..."
Błękitny hotel - strona 67
" — No — rzekł Scully ostro — co to ma znaczyć? Johnnie i cowboy zawołali jednocześnie: — Myśmy mu nic nie zrobili! Wzrok Scully'ego był chłodny. — Tak — rzekł — nic nie zrobili. Johnnie się zaklinał na wszystkie świętości. — To jest łobuz! Myśmy mu nic nie..."
Błękitny hotel - strona 68
" zabarwiał tylko wystające części jego twarzy I pozostawiał oczy w tajemniczym 'cieniu. Wyglądał jak morderca. — Człowieku! Człowieku! — wykrzyknął Scully. — Czyś ty oszalał? — Nie, nie — odwrzasnął Szwed. — Niech pan nie myśli, że na świecie nie ma..."
Błękitny hotel - strona 69
" wiąc już o czterech kościołach i wspaniałej murowanej szkole. Jest także wielka fabryka. Za dwa lata Romper będzie me-tro-po-lią. Skończywszy pakowanie Szwed wyprostował się. — Panie Scully — powiedział z nagłą mocą — ile jestem panu winien? — Nic mi pan nie jest winien..."
Błękitny hotel - strona 70
" tografia malutkiej dziewczynki. Dziewczynka stała oparta o balustradę okazałej dekoracji i miała okropną odstającą grzywkę. Osóbka ta posiadała tyleż wdzięku co kłonica, a na dobitkę była koloru ołowiu. — Patrz pan — rzekł Scully z czułością — to jest zdjęcie mojej..."
Błękitny hotel - strona 71
" Po chwili wycofał się nieporadnie spod łóżka ciągnąc stary płaszcz skręcony w węzeł. — Wyciągnąłem — zamruczał. Klęcząc na podłodze rozwinął płaszcz i ze środka wyjął dużą brązowożółtą butelkę whisky. Przede wszystkim podniósł butelkę pod światło...."
Błękitny hotel - strona 72
" — Dla mnie — odparł cowboy z namysłem — to on jest Holender. — Starym zwyczajem w tym kraju Szwedami nazywano wszystkich jasnowłosych, mających twardą wymowę. Była to wobec tego dosyć śmiała myśl. — Tak, tak — powtórzył — dla mnie to on jest Holender. — No,..."
Błękitny hotel - strona 73
" się. — Nawet tam nie jest teraz inaczej. Ale jemu się zdaje, że znalazł się w samym środku piekła. Johnnie i cowboy zadumali się. — Strasznie śmieszne — zauważył wreszcie Johnnie. — Tak — powiedział cowboy. — Śmieszna zabawa. Mam nadzieję, że śnieg nas nie..."
Błękitny hotel - strona 74
" — Myślisz, że nam się chce siedzieć na prze ciągu? — ryknął jego ojciec. Lecz oto wtrącił się wspaniałomyślnie Szwed. — Nie, nie. Niech sobie chłopiec siedzi, gdzie mu się podoba — krzyknął zbyt silnym głosem. — Dobrze, dobrze — przystał Scully uniżenie. Cowboy i..."
Błękitny hotel - strona 75
" ne miejsce. Stąd to poszło. Teraz już z nim dobrze. Cowboy popatrzył z podziwem na człowieka ze Wschodu. — Pan dobrze myślał — rzekł. — Pan dobrze myślał o tym Holendrze. — Tak — powiedział Johnnie do ojca — może teraz już z nim dobrze, ale ja..."
Błękitny hotel - strona 76
" V O szóstej, przy kolacji, Szwed buzował jak fajerwerk. Chwilami wydawało się, że zaraz buchnie hałaśliwą pieśnią, a do całego tego szaleństwa zachęcał go stary Scully. Człowiek ze Wschodu otoczył się rezerwą; cowboy siedział z rozdziawionymi w zdumieniu ustami,..."
Błękitny hotel - strona 77
" Johnnie jednakże zagadnął ojca na boku: - Mógłbyś równie dobrze nająć kogoś, żeby cię zrzucił ze schodów. — Scully zasępił się zamiast odpowiedzieć. Kiedy zebrali się przy piecu, Szwed uparł się, by jeszcze raz zagrać w karty. Scully spróbował łagodnie odciągnąć go..."
Błękitny hotel - strona 78
" i ręce szybko się poruszały. Szwed przyswoił sobie sposób rąbania kartami. Scully zajął się swoją gazetą i na długi czas dał się pochłonąć sprawom, które dla niego były nadzwyczaj odległe. Lampa źle się paliła i raz przerwał czytanie, żeby poprawić knot. Gazeta, kiedy..."
Błękitny hotel - strona 79
" nie wstając, by rzucić się na Szweda, potknął się troszeczkę na skutek dziwnej instynktownej dbałości o karty i deskę. Strata tej jednej chwili dała czas nadbiec Scully'emu, a cowboyowi popchnąć potężnie Szweda, który zatoczył się do tyłu. Wszyscy jednocześnie dobyli głosu i..."
Błękitny hotel - strona 80
" nikt nie chciał słuchać: — Zaczekajcie chwilę! Zaczekajcie! Po co się bić o partię kart? Zaczekajcie... W tej wrzawie nie można było dosłyszeć żadnego całego zdania. — Szachrował... Zostaw... On mówi... — te fragmenty przebijały się przez wrzawę ..."
Błękitny hotel - strona 81
" Szwed wyszczerzył zęby. — Tak. — No — rzekł Johnnie — to musimy się bić. — Tak, bić — ryknął Szwed. Był jak opętany. — Tak, bić! Ja ci pokażę, kto ja jestem! Ja ci pokażę, z kim zaczynasz! Może ty myślisz, że ja się nie potrafię bić! Myślisz,..."
Błękitny hotel - strona 82
" kłąb czarnego dymu. Pomruk pieca, który znajdował się w środku przeciągu, wzrósł do ryku śnieżycy. Parę rozrzuconych ochlapanych kart frunęło z podłogi i bezradnie uderzyło o ścianę w głębi. Ludzie schyliwszy głowy pogrążyli się w zawieję jak w morze. Śnieg nie padał,..."
Błękitny hotel - strona 83
" ukształtowany w trójkąt obszar ciężko oszronionej trawy, która trzaskała pod ich stopami. Można było sobie wyobrazić, ile śniegu nawiało po nawietrznej stronie. Gdy przyszli w to stosunkowo spokojne miejsce, stwierdzili, że Szwed wciąż coś wrzeszczy. — Och, znam się na tym...."
Błękitny hotel - strona 84
" ten wstęp miał w sobie większą tragedię niż tragedia czynu, a ów aspekt podkreślało długie, głębokie zawodzenie zamieci, która pędziła koziołkujące i lamentujące płatki śniegu w czarną otchłań południa. — Naprzód! — wyrzekł Scully. Dwaj przeciwnicy skoczyli ku sobie..."
Błękitny hotel - strona 85
" bezładna mieszanina przeciągała się w jego odczuciu w wieczność, podczas gdy on sam skupił się na oczekiwaniu jej zakończenia, bezcennego zakończenia. W pewnej chwili walczący zatoczyli się ku niemu 1 kiedy cofał się pospiesznie, słyszał ich oddechy, jakby oddechy ludzi poddanych..."
Błękitny hotel - strona 86
" Człowiek ze Wschodu szarpał Scully'ego za rękaw. — Och, dość już — prosił. — Dość już! Skończmy na tym. Dość już! — Bili! — powiedział Scully. — Odsuń się. — Cowboy odszedł na bok. — Naprzód! — Walczący z nową ostrożnością ruszyli do starcia. Najpierw..."
Błękitny hotel - strona 87
" rzył oczy. Po chwili odpowiedział: — Nie... ja już... więcej... nie mogę. — A potem zaczął płakać ze wstydu i bólu. Łzy płynęły mu strużkami przez plamy krwi na twarzy. — On... on ma dla mnie... za dużą wagę. Scully wyprostował się i zwrócił do wyczekującej postaci...."
Błękitny hotel - strona 88
" Podnieś!! Johnniego z ziemi. Skoro stanął na nogi, poszedł sam chwiejnych krokiem nie godząc się na żadną próbę pomocy. Kiedy wyszli za róg, oślepił ich siekący śnieg. Palił ich twarze jak ogień. Cowboy pociągnął Johnniego pod wiatr ku drzwiom. W chwili gdy wchodzili, parę..."
Błękitny hotel - strona 89
" — Wstyd, Patryku Scully! — Córki, nabrawszy ducha na to hasło, fuknęły pogardliwie ku trzęsącym się wspólwinowajcom: cowboyowi i człowiekowi ze Wschodu. Zaraz też uprowadziły Johnniego pozostawiając trzech mężczyzn ich posępnym rozmyślaniom. VII — Mam ochotę sam się..."
Błękitny hotel - strona 90
" Stary nie zatracił spokoju. — Nic mi się od pana nie należy. — Uhu! — rzekł Szwed — uhu! Nic mu się nie należy. Odezwał się cowboy: — Cóżeś się zrobił taki wesoły, obcy człowieku? Stary Scully natychmiast się ożywił. — Przestań! — krzyknął wyciągając przed..."
Błękitny hotel - strona 91
" się po pokoju wymachując ramionami i tłukąc pięściami powietrze. — Och, to była ciężka chwila! — zawodził Scully. — To była ciężka chwila! A jak wykrzykiwał, jak się naśmiewał! Za jedną fangę w jego nos dałbym czterdzieści dolarów! Jak tyś to zniósł, Bill? — Jak..."
Błękitny hotel - strona 92
" czały drogę. Poczuł ulgę, gdy wiatr i śnieg owiały mu twarz poczerwieniałą od ciosów Johnniego. Wreszcie zamajaczyły przed nim kwadratowe kształty, rozpoznał w nich domy miasta. Odnalazł jakąś ulicę i szedł nią schylając się ciężko pod wiatr, kiedy na rogach chwytał go..."
Błękitny hotel - strona 93
" — Ten postawił na ladzie butelkę, szklankę do whisky i szklankę z gęstą od igiełek lodu wodą. Szwed nalał sobie ogromną porcję whisky i wypił ją trzema łykami. — Ale noc — zauważył barman obojętnie. Udawał ślepotę, która zazwyczaj cechuje ludzi tego typu: można było..."
Błękitny hotel - strona 94
" Natychmiast Szwed począł się głośno przechwalać. — Jak to jak? W bójce! Sprałem jednego na kwaśne jabłko w hotelu u Scully'ego. Wzbudził wreszcie ciekawość czterech mężczyzn przy stole. — Kogo? — zapytał jeden z nich. — Johnniego Scully — pochwalił się..."
Błękitny hotel - strona 95
" mi przyjeżdżającymi koleją, ów szuler żerował pono wyłącznie na niebacznych starszawych farmerach, którzy, gdy im dopisywały zbiory, zjeżdżali się do miasta z całą pychą i dufnością nieuleczalnej głupoty. Zasłyszawszy czasem okrężną drogą o ztupieniu takiego farmera..."
Błękitny hotel - strona 96
" obywatelami miasta, że jego zachowanie było niczym stale trwający komplement. Nie można też pominąć zasadniczego faktu stanowiącego o jego pozycji w Romper. Jest kwestią bezsporną, że we wszystkich sprawach poza jego zawodem, w tych wszystkich sprawach, które wiecznie istnieją..."
Błękitny hotel - strona 97
" — Sza! — uciszał go barman. — Te — warknął Szwed — nie próbuj mnie uciszać. Ja tego nie zniosę. Jestem dżentelmenem i chcę, żeby ludzie ze mną pili. I to zaraz. W tej chwili. Zrozumiano? — postukał w ladę knykciami. Całe lata..."
Błękitny hotel - strona 98
" długie ostrze. Mignęło w przód i przeszyło jak melon ludzkie ciało, tę twierdzę cnoty, mądrości i potęgi. Szwed upadł z okrzykiem najwyższego zdumienia. Natychmiast poważni kupcy i radca prawny okręgu wycofali się tyłem z baru. Właściciel baru stał na osłabłych nogach..."
Błękitny hotel - strona 99
" — Nie. To lekki wyrok — odrzekł człowiek ze Wschodu odpinając ostrogi. — On się cieszył dużą sympatią w Romper. — Gdyby barman był do rzeczy — zauważył cowboy z namysłem — toby się wmieszał zaraz na początku i dał Holendrowi butelką po..."
Błękitny hotel - strona 100
" — Johnnie — powiedział cowboy zmieszany. Pomilczał chwilę, a potem rzekł z pewnością siebie: — No, ale przecież gra była tylko dla zabawy. — Dla zabawy czy nie dla zabawy — powiedział człowiek ze Wschodu — Johnnie szachrował. Sam widziałem...."